Wikipedia Affiliate Button

środa, sierpnia 30, 2006

Czego się dziś nauczyłem....

1) Nie kombinuj za bardzo
2) Jeśli pracujesz z bandziorami, to nie pytaj się, czy wsadzą Ci kosę w plecy, tylko kiedy

niedziela, sierpnia 20, 2006

Miss Polonia 2006

No i mamy Królową Piękności, została nią
Marzena Cieślik



Miss Foto i Miss Pięknych Włosów Pantene, została
Dominika Brzeska



A już za miesiąc - dokładnie 30 września - finał wyborów Miss Świata!
Zastanawia mnie jedynie czy Misski sobie poradzą w naszym kraju, gdzie nawet na dworcu centralnym brak jakiejkolwiek informacji w innym języku, niz język polski i przy tak słabej znajomości języków obcych wśród polaków.
W piątek na dworcu centralnym pewien hindus ponad 15 min. błąkał się po peronie pierwszym i nie wiedział gdzie i jak sprawdzić skąd odjeżdza pociąg do Leszna "ecause everything is in polish". Gdy uradowany poszedł na swój peron, podeszła do mnie pani pod pięćdziesiątkę i zapytała "a czego on chciał", gdy jej powiedziałem o co mu chodziło, skwitowała, "no bo on po angielsku coś tam mówił".

Ech cała nadzieja w tych tysiącach Polaków przebywająch obecnie w Londynie.

A przypomniał mi sie dowcip:
Czym się różni III RP od IV RP?
Tym, że w III RP rząd był w Londynie a społeczeństwo w kraju,
a w IV jest na odwrót, społeczeństwo jest w Londynie a rząd w kraju.

poniedziałek, sierpnia 14, 2006

Świat się boi .....

... boi się wszystkiego.
Odgradzamy się płotami, szczujemy psami ...

Jadąc po Polsce przejeżdżałem przez wioskę, gdzie mieszkali moi dziadkowie, chciałem zobaczyć jak teraz wygląda to miejsce, które pamiętam troszkę przez mgłę.
Dom stoi odremontowany, ogrodzony płotem, za płotem dwa wilczury i wystraszona właścicielka, która na informację, że kiedyś to mieszkali moi dziadkowie, skwitowała jedynie - "złodzieje też tak mówią" ... przykro ...

piątek, sierpnia 11, 2006

Łosiu ... mały półtoraroczny łosiu



To miałbyć zwykły spokojny piatek, ostatni dzień krótkiego urlopiku.
Dzień wcześniej odebraliśmy znajomych z lotniska, w piątek rano mieli jechać autobusem do Augustowa. Trochę jeszcze wieczorem pojeździliśmy po Warszawie pokazując co ciekawsze miejsca, tak więc koniec końców spać poszedłem koło godz. 200

Wstałem o dziwo bez budzika o 630. Znajomi mieli wyjechać autobusem z dworca "Warszawa Stadion" (O ile to miejsce mozna nazwać dworcem). Zawsze do tej pory można bylo kupić bilety u kierowcy, tym razem okazało się, że po pierwsze bilety trzeba kupić w kasie, a po drugie i tak nic z tego, bo jest tylko jedno miejsce wolne. O 730 A. odprowadzająca naszych znajomych zadzwoniła do mnie czy nie odwiózł bym ich do Augustowa. Nie miałem w planach niczego specjalnego - w końcu IKEA moz epoczekać jeden dzień, więc bez większego zastanawiania zgodziłem się.

W drodze ze stadionu do mnie A. udało się w pracy wziąć "kacowe", więc mogliśmy sobie zrobić małą wycieczkę do Augustowa.

Z Warszawy wyjechaliśmy dość wcześnie, bo koło 815. Za Ostrowią zatrzymaliśmy się w przydrożnym barze na śniadanko. Tu dygresja - jak sprawdzić, czy w barze dają dobre jedzenie? Wystarczy zobaczyć ile TIR'ów parkuje przed nim - jeśli więcej niż dwa - to mozna spokojnie wchodzić.

Po dreodze zatrzymaliśmy się na pięć minut na stacji BP w Łomży, była już jedenasta z minutami, kiedy opuściliśmy Ł.

25 km dalej droga wiedzie przez las "Kiedy wjechali na wyniosłość drogi, oczom ich ukazał się las", w naszym przypadku niezupełnie tak było ;-)
Kiedy przejechalismy przez szczyt wzniesienia, na przeciwległym pasie ruchu zobaczyliśmy dwa stojące samochody i zakrwawione osoby stojące koło nich.

Każda osoba posiadająca prawo jazdy ma obowiązek zatrzymać sie i udzielić pomocy. Tym bardziej Ratownicy Drogowi PZM.
Pierwszym samochodem (który najwięcej ucierpiał) jechała rodzina z Obwodu Kaliningradzkiego, drugim polacy. Wypadek zdarzył się dosłownie przed kilkoma minutami, tak więc jeśli nie zatrzmalibyśmy się za potrzebą w łomży, to my byśmy mogli spotkać teo Łosia. Po sprawdzeniu, że wszyscy którzy brali udział w wypadku żyją i że policja już została powiadamiona, przeparkowaliśmy samochód by nie tarasować pasa ruchu i zaczęliśmy pomagać poszkodowanym.

Najbardziej w wypadku ucierpiał sprawca - czyli łoś - urwało mu głowę, co najprawdopodobniej też uratowało całą rodzinkę. Głowa łosia wpadła do rowu, reszta zaś oderzyła w w drugi samochód po czym "odbiegła" dobre 100m by wpaść do lasu.

Z ludzi najbardziej ucierpiał kierowca, oraz jadący na miejscu za nim jego syn.
Córka jadąca obok ojca nie odniosła żadnych obrażeń [a mówi sie, że to jest miejsce "trupa"], żona zaś była jedynie w dużym szoku.

Chłopak źle się czuł, został więc błyskawicznie owinięty w folię NRC.
A. za pomocą wacików ze spirytusem przemywała twarze usuwając drobiny szkła z rozbitych szyb.

Wkrótce przyjechał policjant, po obejżeniu miejsca wypadku zawołał jeszcze karetkę pogotowia i leśników po łosia.

Środek lasu, deszcz, rozbite samochody, ranni (na szczęście lekko) ludzie, z dala od domu, w obcym kraju, gdzie niby wszyscy znaja rosyjski, ale nikt nie potrafi sie porozumieć w tym języku ... .

Postanowiliśmy z A. nie zostawiać tej rodzinki na pastwę losu i im pomóc.
Pierwsza sprawa - zielona karta - skoro jest takie ubezpieczenie i jest ono obowiązkowe, jeśli wyjeżdzasz za granicę, to znaczy, że czemuś ono służy.
Na zielonej karcie, jest numer biura w Warszawie. Dzwonimy - nikt nie odbiera!!!
No bo po co - przed południem w piątek - przecież to chamstwo tak przeszkadzać pani z ubezpieczalni...
Nie mogąc sie dodzwonić do biura ubezpieczyciela, dzwonimy na 112 (bo biuro numerów TP nie jest dostępne z innych telefonów niż TP&Orange), tam wykładamy całą sytuację i niemalże zmuszamy operatora do współpracy. Po chwili oddzwania i podaje nam numer do ambasady Rosji w Warszawie. Dzwonimy zaczynamy mówić co sie stało, a tam zaczynają nas przełączac do kolejnych osób. Gdy wreszcie trafia do tej właściwej, to rozmowa jest rozłączana... Porażka. Awaria.

Próbujemy dalej - dzwonimy znowu na 112 i molestujemy operatora o numer na Łotwę - tam jest główne biuro, które wydało Zieloną Kartę.
Operator początkowo nie mógł się odnaleźć w sytuacji, ale A. przedstawiła mu sprawę dość obrazowo, na pytanie "Czego Ci Państwo chcą", A. odpowida: "proszę sobie wyobraxić - jest Pan w obcym kraju, nie zna pan języka i na Pański samochód wpada Łoś, samochód jest rozbity pan nie może dalej jechać i czego by Pan chciał? Żeby ktoś Panu udzielił Pomocy, a w danym momencie potrzebujemy numer kierunkowy na Łotwę do Rygi by skontaktować się z ubezpieczycielem."

Trzeba przyznać, że operator stanął na wysokości zadania i błyskawicznie znalazł wszystkie potrzebne dane.

W międzyczasie przyjechała karetka i zabrala całą rodzinkę na badania.
Leśnicy też się właśnie pojawili, zabrali głowę i korpus łosia, który znaleźli nieopodal w lesie.

Mała dygresja nt. znajomości języka rosyjskiego - oj. kiepsko u nas, kiepsko.
O takich szczegółach jak Imię ojca "Otciestvo", że u Rosjan występuję, nie wspomnę.
Tu przypomina mi się sytuacja z kanay, gdzie chińska pielęgniarka spisując moje dane jako imie wpisała Prawo a jako nazwisko Jazdy. Z tej sytuacji śmiałem się aż do dziś, kiedy zobaczyłem, że u nas wcale nie jest lepiej.

Pani doktor zbadała rodzinkę i poza ojcem, wszyscy wyszli praktycznie bez szwanku, mężczyzna jednak nie chciał jechać do szpitala, nie chciał zostawiać rodziny w polu z rozbitym samochodem.

Policjant przytomnie zaproponował byśmy wszyscy podjechali jakieś 1,5 km dalej na stację benzynową i bar, gdzie można będzie rozbity samochód postawić pod wiatą (cały czas siąpił deszcz), usiąść w barze w cywilizowanych warunkach i zastanowić się co dalej.

[cdn... idę spać ;-)]



Oto jakie szkody może wyrządzić mały półtoraroczny Łoś.






wtorek, sierpnia 01, 2006

SportFish Kołobrzeg

Skoro stary człowiek i jeszcze może, to ja tym bardziej. Jadę na ryby!
Wisła - zanieczyszczona, nad jeziora - nieciekawie. No to może nad morze?

Wyjechaliśmy w piątek z Wawy koło 14-tej.
Po drodze mijaliśmy wiele ciekawostek - jak np. ta brama do lasu!



Po 7 godzinach jazdy i przejechaniu ponad 500km dotarliśmy do Kołorzegu.

Port w Kołobrzegu nocą:

A Oni pracują ... .




Nasz Kuter: "SportFish"

Impreza integracyjna zakończyła się koło 230 ;-)

Czy to "Nowy York czwarta rano"?

Nie to Kołobrzeg czwarta rano, wychodzimy w morze...


Inni wlaśnie wchodzą do portu...



Wschód Słońca na morzu!



Do połowów używaliśmy wędek z "pilkerami"


Rybkaaaa!


Ja na stanowisku





Z powrotem na suchym lądzie...